Rozdział dedykuję
Jorge
-Jorge?!- usłyszałem moje imię i ujrzałem Stephie
Nie wierzę. Co ona tu robi?! Wszystko psuje. Myślałem, że sobie już wszystko wyjaśniliśmy, a tu proszę. Martina jest dla mnie ważna i nie chcę tego zaprzepaścić przez kaprysy Steph...
- Czego ty tu chcesz? - spytałem
- Ledwo co się rozstaliśmy, a ty już podrywasz tą... nie dokończę! - krzyknęła Stephie, a w oczach Tini pojawiły się łzy..
- Nie pozwalam Ci tak na nią mówić! - zezłościłem się
- Głupia, szara myszka, okazała się niezłą flirciarą! - krzyczała ze złości. Tego już za wiele! Nagle, Martina, podbiegła do mnie i bardzo mocno się przytuliła. Odwzajemniłem.
Stephie patrzyła na nas ze złością w oczach.
- Pożałujesz tego, Stoessel..- odburknęła tylko cicho i odeszła
- Martina.... Nie bój się je. Pamiętaj. Będę przy Tobie.. - mówiłem
Odprowadziłem ją do domu. Na końcu lekko pocałowałem w policzek. Gdy spojrzałem jej w oczy, poczułem coś, czego nigdy w moim życiu nie czułem tak mocno. Miłość. Prawdziwą miłość.
* Dzień później*
Martina
Obudziłam się radosna. Dlaczego? Przecież wczoraj, Stephie, nastraszyła mnie, że pożałuję, ale... Kiedy jestem z Jorge.. Czuję się.. inaczej.. Wczoraj, gdy się do niego przytuliłam, poczułam COŚ, CZEGO NIGDY W MOIM ŻYCIU NIE CZUŁAM TAK MOCNO. Miłość.... Kiedy widzę jego oczy, błękitne, niczym ocean, pełen zagadek, czuję, że możemy wszystko, ale tylko kiedy jesteśmy razem.
8;00.. Powinnam wychodzić.. Nie chcę się znowu spóźnić. Wyszłam z domu.. Przez całą drogę, miałam dziwne uczucie, jakby ktoś mnie obserwował.. Dziwne.. Zaczyna mnie to przerażać. Zamyślona wpadłam na chłopaka. Spadły mi wszystkie zeszyty. Pięknie. Znowu zrobiłam z siebie idiotkę. Kucnęłam, aby pozbierać zeszyty, ku mojemu zaskoczeniu, osoba przede mną, również miałą takie zamiary. Kiedy pomagał mi zbierać zeszyty nasze ręce się skrzyżowały. Podniosłam głowę ku górze i ujrzałam Jorge. Czułam jak krew napływa mi do policzków.. Moje serce biło jak szalone, mówiąc bezustannie "Jorge! Jorge! Jorge!" .. Mogłabym patrzyć mu w oczy w tej pozycji przez wieki, ale czas niestety nas gonił.
- Dziękuję.. - powiedziałam
- Za co? - spytał Blanco
- Za.. za wszystko.. - odpowiedziałam
- Nie musisz. Pamiętaj, zawsze możesz na mnie liczyć.- mówił
- Ty.. ty na mnie też.. - uśmiechnęłam się..
- Kocham Cię.. - powiedziałam w myślach, po czym szybko się zbeształam ..MARTINA, daj spokój, taki chłopak jak Jorge, nigdy Cię nie pokocha..
- Idziemy razem do Studia?? - spytał
- Pewnie.. - powiedziałam, po czym ruszyliśmy w stronę szkoły.
Jorge
- Blanco, Stoessel, spóźnieni... - mówił dyrektor
- Przepraszamy najmocniej...- mówiłem
- Mogę znać dowód? - spytał Pablo
- Bo.. Bo my... Zapomniałem z domu kartki z naszą piosenką.. - skłamałem
- Ahaa, czyli wasza piosenka jest już gotowa? - dopytywał
- Nie do końca.. - powiedziała Tinita
- No dobrze.. Idźcie do klasy.. - po tych słowach, Pablo, wypuścił nas z pokoju nauczycielskiego
Po lekcjach zdecydowałem się zabrać moją dziewczynę Martinę na spacer..
- Tini, zechcesz ze mną iść na spacer? - spytałem
- Pewnie, chodźmy- uśmiechnęła się
Po długiej drodze, doszliśmy do znalezionego przeze mnie, pięknego miejsca.
- Jak tu cudnie.. - rozglądała się Martina
Zielona trawa, piękne drzewo, pod drzewem ławka z widokiem na piękne jezioro i zachód słońca. Uczta dla duszy.
- Usiądziemy? - spytałem
- Jasne.. - odpowiedziała
Martina
Było cudownie.. Patrzyłam mu w oczy. Trzymał mnie za rękę. Oczywiście w moim przypadku nie mogło się obejść bez rumieńców. Serce biło jak szalone. Mój oddech był płytki i nie równy. Czułam jak jego serce biło w rytmie mojego. Nagle zaczął się do mnie przybliżać. Myślałam, że zaraz moje serce tego nie wytrzyma. Był coraz bliżej. Nasze usta dzieliły już tylko milimetry.. Powoli zaczęłam zamykać oczy, on zresztą też. Brakowało już tylko jednego.
-Drrrrrrr!!!! - zadzwonił mój telefon. No nie. Jeden telefon zepsuł moją szansę, na szczęście, na miłość... Chciałam tego.. Chciałam go pocałować.. Mam nadzieję, że to ważny telefon..
- Dzień Dobry! Panna Stoessel? - usłyszałam niski głos mężczyzny
- Przy telefonie.. - mówiłam niepewnie
- Mamy dla Pani przykrą wiadomość.. - mówił ze smutkiem w głosie mężczyzna
- Słucham? - mówiłam przestraszona
- Pan Stoessel i Pani Stoessel, zmarli w katastrofie samolotowej. - powiedział mężczyzna
Nie wytrzymałam. Puściłam telefon i rozpłakałam się. Nie mogłam powstrzymać płaczu. Myślałam, że zaraz rozpadnę się na milion kawałeczków. Jorge, widząc to mocno mnie przytulił.
- T..to..n.. nie możliwe - mówiłam z płaczem
- Spokojnie, wszystko się ułoży - patrzył na mnie ze współczuciem
- Nie mam już nikogo - rozpłakałam się jeszcze bardziej
- Nie mów tak. Masz mnie. - przytulił mnie
- Od dzisiaj będziesz mieszkała u mnie. Mam duży dom i pokój dla Ciebie. Nie przyjmuję odmówienia.. - powiedział
- Ja.. Ja.. Dziękuję Ci, Och, Jorge - przytuliłam się do niego.
Czułam pustkę i przerażenie. Jak moje życie będzie wyglądało dalej? Bez mamy, bez taty? Byli moją jedyną rodziną. Całe szczęście, że mam Jorge, bo bez niego na pewno bym sobie nie poradziła. Kocham go. Bardzo.
***
Tadaam! Jest rozdział! Trochę smutny. Ale mogę wam zdradzić, że niedługo Jorge i Tini będą razem. Reszty nie mówię. Zdecydowałam się pisać to dalej. Pisanie sprawia mi radość i będę to pisać, nawet jeśli sama dla siebie. Następny rozdział niedługo!
ENJOY
ZUZU








Brak komentarzy:
Prześlij komentarz